19:15 w „Brutalnym Antosiu”
Rekruci chcieli się odstresować zarówno po tym tygodniu, jak i po dzisiejszej sytuacji w laboratorium, oraz zabawić z lokalnymi panienkami do towarzystwa. Zamówili wysokie kufle najlepszego piwa i każdy znalazł sobie spokojny kącik do poznawania przyszłych towarzyszek nocnych uciech.
Roy obserwował kompanów, większość z nich już znalazła odpowiednie dziewczyny, on jednak pozostawał niewzruszony na oznaki flirtu jak mruganie okiem czy zaczepne uśmiechy. Siedział przy barze, obserwował, myślał o żonie i córce. W odbiciu lustrzanym oglądał zadowolonego Ryana, którego otoczyły dwie biuściaste blondynki w kusych, neonowych sukienkach bez pleców. Ostatnie spojrzenie rzucił w ich kierunku gdy Ryan bezwstydnie przejechał ręką po udzie jednej z nich, niczym nóż delmą po świeżej kromce chleba.
Nachylił się do ucha drugiej i szepnął jej gorącym oddechem:
– Gdybyś była pracą domową, robił bym cię teraz na stole.
Dziewczyny chichotały i przytulały się do Ryana i siebie nawzajem.
Ron odwrócił wzrok i spojrzał w drugi koniec sali. Tam też żołnierze bawili się w najlepsze, Nam Lee, Troy, Bart, Matt przy bilardzie, a bliźniacy Stanlej i Henry paląc powoli i z nieskrywanym zachwytem najlepsze kubańskie cygara, zapewniane przez korporację, właśnie na takie weekendowe wieczory.
Dziewczyny również były zapewniane, selekcję prowadzili bardzo skrupulatnie, aby rekruci mogli się odstresować, nie napotykając na niechęć lub niehigieniczne niespodzianki.
Laska, która trafiła się Joelowi od początku była jednak jakaś dziwna, coś z nią było nie tak, nie wiedział jeszcze z której strony, ale monologi którymi go zasypywała, coraz bardziej go od niej odstręczały, mimo wlewania w siebie kolejnej porcji żółtego, musującego napoju siedział ze skrzywioną miną, niechętny nawet by spróbować poszukać innej. Dziewczyna zupełnie tym nie zrażona nie dawała jednak za wygraną.
– I wiesz, zawsze jak się pojawiam na campusie wszyscy od razu chcą mi dawać rady. Stary! Ja poprostu sprawiam wrażenie jakby się trzeba było mną zając, doradzić mi, pomóc, czaisz? – spojrzała na niego wymownie, upewniając się, że żołnierz za nią nadąża, po czym kontynuowała żywo gestykulując – i tak, no wyobraź sobie, że mam na przykład taki problem, że wciąż spotykam ludzi, którzy pytają mnie czy widziałam już TEN film, i ja im mówię, że no nie, nie widziałam TEGO filmu, i wtedy oni mi mówią, że powinnam obejrzeć TEN film i ja im wtedy mówię, że „jasne dodaję go do listy”, tylko słuchaj – otworzyła oczy szerzej i wydęła usta jeszcze mocniej – żadna lista nie istnieje i ja TEGO filmu nigdy nie obejrzę, hahaha haha – dziewczyna ubawiła się z własnego żartu i wciągnęła przez słomkę kilka łyków różowego drinka.
– Jasne… – Joel już się rozglądał, aby znaleźć jakiś pretekst i wyplątać się z tej niezręcznej próby zawiązania znajomości – Wiesz co, skoczę do toalety – stuknął w pustą już szklankę po piwie i mrugnął do niej porozumiewawczo, po czym spojrzał prosto w te oczy nerwowo szukające rozumu. Nie, nie mógł zbyt wiele wymagać, zupełnie nie miała pojęcia o czym on mówi, ale po chwili musiało nastąpić jakieś spięcie styków i coś jednak zaskoczyło.
– Jasne! Ja w sumie też właśnie potrzebuję – uśmiechnęła się i złapała go pod rękę ruszając w stronę wnęki z neonowymi oznaczeniami sylwetek kobieta/mężczyzna.
Poczekał aż zatrzasną się za nią drzwi do damskiej części wychodka, wysmyknął się i prawie biegiem pokonał długość lokalu, biorąc oddech dopiero po wyjściu na powietrze. Wracam do bazy – pomyślał i choć miał nadzieję, że jeszcze w ten wieczór zabawi się na rozluźnienie, to uznał, że emocji już dziś było aż nadto i lepiej się po prostu porządnie wyspać.
***





