Agnieszka Denis - autorka

Kiedy smok uzna coś za swoje, niezwykle trudno mu to oddać…

Agnieszka Denis autorka

Nie pamiętam wszystkich swoich poprzednich wcieleń

Pamiętam za to uczucia

Pamiętam smak wiatru wysoko nad górami. 

Pamiętam cierpliwość stworzenia, które potrafiło obserwować zmieniające się królestwa, nie ruszając się ze skały przez całe stulecia. 

Pamiętam ciężar skarbów zgromadzonych nie dla bogactwa, lecz dla ich historii. 

Pamiętam samotność istoty tak potężnej, że niewielu odważyło się podejść wystarczająco blisko, by ją naprawdę poznać.

Być może dlatego od dzieciństwa czułam się bardziej smokiem niż człowiekiem.

Smoki z legend nie były jedynie bestiami ziejącymi ogniem. Były strażnikami wiedzy, obserwatorami ludzkiej natury, istotami o przenikliwych umysłach i pamięci dłuższej niż życie całych pokoleń. Potrafiły dostrzec wzory tam, gdzie inni widzieli przypadek. Rozumiały, że prawda rzadko jest prosta, a każda historia ma więcej niż jedną stronę.
To również moja natura.

Lubię obserwować ludzi. 

Słucham nie tylko słów, ale także tego, czego nie mówią. Widzę napięcie ukryte za uśmiechem, fałsz schowany pod elegancką uprzejmością, lęk przebrany za gniew. Nie dlatego, że szukam cudzych słabości. Po prostu zawsze bardziej interesowało mnie to, co kryje się pod powierzchnią.

Smoki nie kolekcjonują złota dlatego, że jest złotem.
Kolekcjonują rzeczy cenne.
Dlatego otaczam się książkami, opowieściami, niezwykłymi wspomnieniami, starymi pamiętnikami, obrazami i ludźmi, którzy pamiętają, że noszą w sobie własne światy. Niektóre osoby zbierają przedmioty. Ja zbieram historie.

Mam też smoczy upór.

Jeśli uznam, że coś jest ważne, potrafię bronić tego długo po tym, jak inni zrezygnują. Jeśli wybiorę już swoją własną drogę, trudno mnie zawrócić. W świecie ludzi bywa to nazywane niezależnością. W świecie smoków było to po prostu zdrowym rozsądkiem.
Jest jednak w smoczej naturze również coś mroczniejszego.

Smoki nie zapominają.

Ludzie często potrafią wybaczyć i ruszyć dalej. Smoki pamiętają. Każdą zdradę. Każde złamane słowo. Każde rozczarowanie. Nie noszę urazy w prostym ludzkim znaczeniu. Nie planuję zemsty, choć pozwalam jej samej przyjść po czasie i napawam się działaniem prawa karmy. Ale pamięć pozostaje.
Jeśli ktoś raz pokaże mi swoje prawdziwe oblicze, nie potrafię już go nie widzieć.
To dar.
I jednocześnie bolesne przekleństwo.
Czasem myślę, że właśnie dlatego smoki tak często wybierały samotność. Nie dlatego, że nie kochały innych istot. Przeciwnie. Kochały głęboko i lojalnie. Po prostu zbyt dobrze widziały zarówno piękno, jak i ciemność ukrytą w każdym sercu.

Mam również inną cechę, której długo nie rozumiałam.

Nie lubię klatek.

Nie chodzi tylko o miejsca czy ludzi. Nie znoszę narzuconych ról, oczekiwań i ograniczeń. Każda próba zamknięcia mnie w definicji budzi coś starego i pierwotnego. Coś, co pamięta rozpiętość skrzydeł większą niż ludzkie ograniczenia.
Może właśnie dlatego piszę fantastykę.
Bo fantastyka przypomina o sprawach, o których współczesny świat dawno zapomniał.
Pamięta smoki.
Pamięta magię.
Pamięta wolność.
Pamięta, że nie wszystkie skarby da się zważyć, a nie wszystkie bitwy toczą się mieczem.

A jeśli podczas czytania moich książek poczujesz czasem niepokój, jakby zza kolejnej strony obserwowały cię złote oczy starego stworzenia…

To nie bój się.
Prawdopodobnie to tylko ja.

Albo ta część mnie, która nigdy do końca nie nauczyła się być człowiekiem.

Nie pamiętam wszystkich swoich poprzednich wcieleń.
Ale pamiętam uczucia.